Ultra Orange & Emmanuelle - fotorelacja
5 października 2007
Klub Palladium, Warszawa, ul. Złota 9

Femme fatale francuskiego kina postanowiła zostać femme fatale francuskiej muzyki rockowej. W piątek 5 października w klubie Palladium wystąpiła Emmanuelle Seigner ze swoim zespołem Ultra Orange.
Znana z takich filmów jak "Gorzkie gody", "Frantic" czy "Dziewiąte wrota" oraz z tego, że jest żoną Romana Polańskiego, Seigner w wieku 40 lat wydała karierę rock'n'rollową.

Brak wielkiego głosu, zupełnie nierockową nieśmiałość Francuzka nadrabia zaangażowaniem i bezpretensjonalnością. Doskonale czuje się w prostych trzyakordowych piosenkach. Kontrast między zadziornymi, brudnymi w brzmieniu kompozycjami, a jej delikatnością jest co najmniej uroczy. W tej chwili Seigner jest w trasie koncertowej promującej jej debiutancki album, ale jak twierdzi, tęskni już za kinem i aktorstwem. Być może więc jej kariera muzyczna to tylko kaprys. Ale kaprys, przy którym fani rocka doskonale się bawią. Tak jak kilkaset osób, które w piątek przybyły do klubu Palladium.

Łukasz Kamiński - Gazeta Wyborcza


piękna Emmanuelle zeszła z ekranu, stanęła na scenie Palladium i zaśpiewała...
w Palladium byłam punktualnie o 8. i załapałam się na support o obco brzmiącej nazwie STATEK KOSMICZNY GNIAZDO KONIA i tak jak dziwnie się nazywają tak grają, fajnie bo całkiem na luzie i dobrze bo krótko; a ciekawostką miał być gościnny udział Andrzeja Smolika na klawiszach, co akurat na mnie nie robi większego wrażenia bo to jednak nie są moje klimaty, za to saksofon sprawił mi przyjemność bo ja lubię jego dźwięki ************ chwilę po 9. na scenie pojawiła się GWIAZDA wieczoru i się zaczęło to na co wszyscy czekali; Emmanuelle Seigner w naturze do słuchania i oglądania, co w tym przypadku nie jest bez znaczenia, bo to jest ładna kobieta, podoba sie nie tylko panom, wszystkie oczy męskie i damskie były w nią wpatrzone i zauroczone; EMMANUELLE wystąpiła w skromnym t-shircie i jeansach; mnie oczarowała swoją naturalnością, mimo że już po 40. w jej gestach i sposobie komunikowania się z publicznością jest coś z małej dziewczynki; zero gwiazdorstwa i jakby trochę zaskoczona i zakłopotana (ale uradowana) ciepłym przyjęciem i gorącymi oklaskami, które rozbrzmiewały po każdym utworze, a czasami nawet w trakcie... a co ze śpiewaniem? na początku miałam wrażenie że SEIGNER jest troche stremowana, jej wokal gubił się gdzieś wśród dźwięków generowanych przez zespół Ultra Orange (a zespół potrafi przyciąć na gitarkach aż miło); pomyślałam nawet, że chyba lepiej się ewakuować żeby nie psuć sobie dobrych wrażeń zapamiętanych ze słuchania płyty, ale z każdym kolejnym utworem było coraz lepiej i lepiej i zostałam, do końca; EMMANUELLE SEIGNER naprawdę POTRAFI śpiewać i to nie tylko ładne piosenki, co udowodniła brawurowym wykonaniem coveru THE STOOGES - "I'm Sick of You" :DDD choćby tylko dla tego jednego kawałka, który powalająco odegrała już nie tylko jako wokalistka ale również aktorka - taki mini spektakl z niby niewinnym ale ostrym rockowym pazurem - WARTO BYŁO tam być! Relacja z www.terazrock.pl