Kaznodzieja przyszedł po nasze dusze - Nick Cave w biurowcu Focus
Nie przyszedłem tu po twoje pieniądze, Nie przyszedłem tu po twoją miłość, Nie przyszedłem tu po twoją miłość do pieniędzy, przyszedłem tu po twoją dusze - śpiewał wczoraj Nick Cave w piosence "Deanna". I jak szaman tańczył i nawracał publiczność.
Genialny australijski muzyk wystąpił wczoraj dla ponadtysięcznej publiczności na dziedzińcu biurowca Focus. Koncert trwał dwie godziny.
- Kiedy występuję w kameralnym składzie, tylko z trzema muzykami, gram, co mi się żywnie podoba i jak mi się żywnie podoba - często w wywiadach podkreśla Artysta. Tak właśnie było wczoraj w Focusie. Jego koncertowa wersja hitu "Red Right Hand" płynnie przechodziła od nastrojowej, swingującej ballady do kompletnej kakofonii. Była jak podróż z nieba do piekła. I z powrotem.
To była druga wizyta Australijczyka w Warszawie i na pewno przejdzie do historii z dwóch powodów. Po pierwsze: jego niezwykłe koncerty zawsze przechodzą do historii. A po drugie: - To chyba pierwszy raz w karierze Nicka, kiedy występuje w biurowcu.
Trzeba też przyznać, że specjaliści od nagłośnienia wykonali kawał dobrej roboty, bo dźwięk, choć daleki od doskonałości, był jak na sterylny, chłodny i przypominający studnię budynek całkiem przyzwoity. Nawet dla Cavea to było zaskoczenie. - Przepraszam, że występuję w tym dziwnym centrum handlowym - mówił Cave. Entuzjastyczna publiczność wybaczyła mu to bez problemu.
Łukasz Kamiński, Gazeta Wyborcza
2006-09-29