kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc
kliknij aby powiększyc

Zdjęcia: Rafał Nowak

Kaznodzieja przyszedł po nasze dusze - Nick Cave w biurowcu Focus

Nie przyszedłem tu po twoje pieniądze, Nie przyszedłem tu po twoją miłość, Nie przyszedłem tu po twoją miłość do pieniędzy, przyszedłem tu po twoją dusze - śpiewał wczoraj Nick Cave w piosence "Deanna". I jak szaman tańczył i nawracał publiczność.
Genialny australijski muzyk wystąpił wczoraj dla ponadtysięcznej publiczności na dziedzińcu biurowca Focus. Koncert trwał dwie godziny.

- Kiedy występuję w kameralnym składzie, tylko z trzema muzykami, gram, co mi się żywnie podoba i jak mi się żywnie podoba - często w wywiadach podkreśla Artysta. Tak właśnie było wczoraj w Focusie. Jego koncertowa wersja hitu "Red Right Hand" płynnie przechodziła od nastrojowej, swingującej ballady do kompletnej kakofonii. Była jak podróż z nieba do piekła. I z powrotem.

To była druga wizyta Australijczyka w Warszawie i na pewno przejdzie do historii z dwóch powodów. Po pierwsze: jego niezwykłe koncerty zawsze przechodzą do historii. A po drugie: - To chyba pierwszy raz w karierze Nicka, kiedy występuje w biurowcu. Trzeba też przyznać, że specjaliści od nagłośnienia wykonali kawał dobrej roboty, bo dźwięk, choć daleki od doskonałości, był jak na sterylny, chłodny i przypominający studnię budynek całkiem przyzwoity. Nawet dla Cavea to było zaskoczenie. - Przepraszam, że występuję w tym dziwnym centrum handlowym - mówił Cave. Entuzjastyczna publiczność wybaczyła mu to bez problemu.

Łukasz Kamiński, Gazeta Wyborcza
2006-09-29