![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
09.11.2006 / MONO BAR / WARSZAWA |
SAMSUNG eNVy ZONE - Smolik Tour - 09.11.2006 / Mono Bar / Warszawa
Warszawski koncert promujący najnowszą płytę Smolika - uznanego na polskim rynku muzycznym artysty i producenta, zgromadził pełną salę klubu Mono. Atmosfera jam-session i bliski kontakt z publicznością nadał występowi szczególnego charakteru.
Smolik to artysta, który obok produkcji utworów i albumów dla innych muzyków, wydaje również autorskie płyty, które za każdym razem cieszą się ogromnym powodzeniem. Wystarczy przypomnieć sobie utwory pochodzące z dwóch poprzednich nagrań. Spotkały się nie tylko z bardzo przychylną opinią fanów Smolika, ale także samych krytyków. Warszawskim koncertem rozpoczął swoją trasę koncertową promującą najnowszą płytę. Podczas koncertu zaprezentował się raczej jako sideman, a nie lider zespołu, pozostawiając towarzyszącym sobie muzykom pełną swobodę. Uwagę niewątpliwie zwróciła na siebie Mika Urbaniak, która bezpretensjonalnością wykonania w postaci ciepłego, delikatnie brzmiącego głosu zaśpiewała m. in. "Enjoy The Sound" oraz "Med 3". Jak widać stylistyka twórczości Smolika bardzo przypadła jej do gustu, bo materiał zaprezentowała z największą swobodą- charakterystyczną dla niezobowiązującego jam session. Podczas dalszej części koncertu zaprezentowali się pozostali artyści, którzy wzięli udział w nagraniu. A była to m. in. Marsija oraz Victor Davis - poważany na brytyjskim rynku muzycznym, wokalista soul. Koncert miał charakter fuzji gatunków z przewagą stylistyki ambitnego popu. Obok subtelnej elektroniki, słychać było przestrzenne, akustyczne brzmienia i ciekawie zaaranżowane melodie. I taka właśnie jest najnowsza płyta Smolika. Nie narzucająca się oraz pełna ciekawych, bardzo przystępnych muzycznych rozwiązań. Tekst: KAMILA CZERNIAWSKA (relacja z www.infomusic.pl)
SAMSUNG eNVy ZONE - Smolik Tour - 16.12.2006 / KLUB PROZAK / Kraków
Dla kogoś, kto na koncert Smolika przyszedł pierwszy raz, było fenomenalnie. Żywe instrumenty, lekko jazzujące wstawki, rewelacyjny Victor Davis oraz bardzo dobra w niektórych kawałkach Paulina Przybysz (dla niezorientowanych - to ta młodsza z Sistars) na wokalu. Nowe piosenki przeplatane z lekko przearanżowanymi kawałkami z poprzednich dwóch płyt. Wszystko grało, pasowało i musiało zachwycać.
Koncerty Andrzeja Smolika są zawsze tymi, na które fani muszą czekać szczególnie długo. Ma to swoje bardzo dobre strony. Jako zaliczająca się do grona tych, którzy Smolika cenią, szłam do klubu Prozak tak uskrzydlona, że nic nie było w stanie zepsuć mi humoru, nawet brak mojego nazwiska na liście dla prasy oraz menadżer klubu wpierający we mnie jak w Żyda chorobę, że mówił co innego w tej kwestii, niż mówił naprawdę. W każdym razie weszłam i przecisnęłam się przez tłum, stwierdzając w duchu, jak to cudnie było za dawnych czasów, kiedy Smolik grał w większych klubach i nikt nie wkładał mi łokcia w bok. Pomimo wszystkich przeciwności, czekałam na pojawienie się Gwiazdy na scenie z niegasnącym entuzjazmem. Nie ukrywam, że moje pozytywne nastawienie wynikało głównie z niesamowitych wspomnień z czterech wcześniejszych krakowskich koncertów Andrzeja Smolika, na których miałam przyjemność być. Doświadczenia te z jednej strony dawały mi pewność, że koncert nie może okazać się zły, z drugiej jednak ostudziły znacznie moje późniejsze wrażenia. Najpierw może jednak pokuszę się o maksymalnie obiektywną ocenę. Dla kogoś, kto na koncert Smolika przyszedł pierwszy raz, było fenomenalnie. Żywe instrumenty, lekko jazzujące wstawki, rewelacyjny Victor Davis oraz bardzo dobra w niektórych kawałkach Paulina Przybysz (dla niezorientowanych - to ta młodsza z Sistars) na wokalu. Nowe piosenki przeplatane z lekko przearanżowanymi kawałkami z poprzednich dwóch płyt. Wszystko grało, pasowało i musiało zachwycać. Z punktu widzenia takiej jak ja weteranki Smolikowych popisów wyglądało to odrobinę inaczej. Na plus - przekonałam się do nowej płyty i rozbroiło mnie brzmienie koncertowe tej muzyki z towarzyszeniem sekcji dętej, żywej perkusji i gitary akustycznej. Doskonale sprawdzili się także wokaliści - ale tylko w nowych utworach. Brakowało mi natomiast Miki Urbaniak, która wykonywanym przez siebie piosenkom potrafi nadać niepowtarzalny klimat. Słysząc śpiewany przez nią tekst piosenki "L.mine" z płyty Smolik 2: "hey, what a day, hey, it's ok., hey come and play, it's your lucky day", zaczyna się wierzyć w swoje niewymowne szczęście bez względu na sytuację rzeczywistą. I o ile Paulina Przybysz jest naprawdę świetną wokalistką, to jednak nigdy nie będzie w stanie zastąpić artystów, którzy śpiewali oryginalne wersje utworów, a już na pewno nie tych najbardziej charyzmatycznych. Wiele do życzenia pozostawiała także publiczność i jej ilość w stosunku do rozmiarów klubu. Moją cierpliwość, jak się okazało - anielską, na próbę wystawiły cztery panie, które stały w pierwszym rzędzie i konsekwentnie przez cały koncert zajmowały się głośnym plotkowaniem. Na szczęście piosenki Smolika zawsze miały na mnie zbawienny wpływ - zamknęłam oczy i odpłynęłam, a skoro mi się to udało, mogę tylko skłonić się nisko przed świetnym artystą, jakim Andrzej Smolik jest niezaprzeczalnie. Tekst: Marta "Iris" Chmarzyńska (relacja z www.knajpy.krakow.pl) |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||