![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
|
![]() |
|
![]() |
![]() |
||
|
NAJLEPIEJ ZAINWESTOWANE PIENIĄDZE
Poważni biznesmeni i domorosłe giełdowe płocie, studenci i anarchizujący abnegaci, zainwestowali swoje pieniądze w jedyny pewny interes w tych trudnych czasach. W coś, co na pewno nie przyniesie strat, a po latach nabierze wręcz wartości niemierzalnej! W Sztukę! Pieniądze zainwestowane w bilet na koncert Susheeli Raman pozwolą brylować w towarzystwie przez najbliższe dni. Bo opowieść o skromnej Angielce, której obfitość talentu wokalnego jest odwrotnie proporcjonalna do oprawy jej występu, to gwarancja sukcesu. Wystarczy zacząć, tak jak ona. Od "dobry wieczór". Stanęła na środku prawie pustej sceny. W niepozornej odzieży, z rozpuszczonymi włosami, które później związywała, plątała i targała. Kameralnie, niemal bez akompaniamentu. Stała naprawdę daleko od mikrofonów. A i tak jej głos docierał wszędzie. Po prawej stronie miała wsparcie (tak jak w życiu, już od ponad 12 lat) w równie niepozornym, co ona sama, i tak samo utalentowanym, gitarzyście Samie Millsie. Z lewej siedział za kongami Aref Durvesh. Kiedy Susheela po pierwszym utworze, "Sharavana", powiedziała, że kolejnym będzie dylanowskie "Like A Rollling Stone", w Sali Teatralnej Fabryki Trzciny jeszcze nie zawrzało, ale zaczęła się już aktywność, trochę onieśmielonej póki co, publiczności. Znana z ostatniej, płyty Susheeli sprzed dwóch lat, "33 1/3", bardzo uduchowiona wersja songu Dylana pozwoliła wokalistce pokazać całe spektrum swoich wokalnych możliwości. Przy okazji zaprezentowała też bogactwo choreograficzne, w pozach, charakterystycznych dla różnych stylów wokalnych, którymi się posługiwała. Od grzecznego stania przed mikrofonem a'la jazzowa diva, przez etno podrygiwania, aż po groźne rozkroki w stylu wczesnego Scorpions. Warszawska publika odrzuciła filharmonijną poprawność i w trakcie kolejnego, "Music For Crocodiles", przypominającego spędzone w Australii dzieciństwo Susheelii, wszyscy dali się wciągnąć w klaskanie "na dwa". A artyści byli zachwyceni. Podczas tytułowego utworu z przedostatniego krążka Raman przed scenę wybiegła mała dziewczynka w sari. Ale nie wręczyła wokalistce goździków, jak kiedyś inne dzieci mongolskim tancerzom podczas Cepeliady, tylko przetańczyła całą "Music For Crocodiles", co jakiś czas upewniając się, czy Susheela i publiczność ją widzą. Czytaj więcej na wp.pl Autor: Zbigniew ZeglerZobacz galerie Marcina Bąkiewicza na wp.pl
|
|||
|
Foto: Rafał Nowakowski / www.nowakowski.art.pl
Foto: Artur Rawicz / www.fotoamatorszczyzna.blox.pl
|
|||