SUSHEELA RAMAN - Relacje
19 marca 2009
Warszawa, Fabryka Trzciny, Sala Teatralna
   

 

NAJLEPIEJ ZAINWESTOWANE PIENIĄDZE

Poważni biznesmeni i domorosłe giełdowe płocie, studenci i anarchizujący abnegaci, zainwestowali swoje pieniądze w jedyny pewny interes w tych trudnych czasach. W coś, co na pewno nie przyniesie strat, a po latach nabierze wręcz wartości niemierzalnej! 

W Sztukę! Pieniądze zainwestowane w bilet na koncert Susheeli Raman pozwolą brylować w towarzystwie przez najbliższe dni. Bo opowieść o skromnej Angielce, której obfitość talentu wokalnego jest odwrotnie proporcjonalna do oprawy jej występu, to gwarancja sukcesu.

Wystarczy zacząć, tak jak ona. Od "dobry wieczór". Stanęła na środku prawie pustej sceny. W niepozornej odzieży, z rozpuszczonymi włosami, które później związywała, plątała i targała. Kameralnie, niemal bez akompaniamentu.

Stała naprawdę daleko od mikrofonów. A i tak jej głos docierał wszędzie. Po prawej stronie miała wsparcie (tak jak w życiu, już od ponad 12 lat) w równie niepozornym, co ona sama, i tak samo utalentowanym, gitarzyście Samie Millsie. Z lewej siedział za kongami Aref Durvesh.

Kiedy Susheela po pierwszym utworze, "Sharavana", powiedziała, że kolejnym będzie dylanowskie "Like A Rollling Stone", w Sali Teatralnej Fabryki Trzciny jeszcze nie zawrzało, ale zaczęła się już aktywność, trochę onieśmielonej póki co, publiczności.

Znana z ostatniej, płyty Susheeli sprzed dwóch lat, "33 1/3", bardzo uduchowiona wersja songu Dylana pozwoliła wokalistce pokazać całe spektrum swoich wokalnych możliwości.

Przy okazji zaprezentowała też bogactwo choreograficzne, w pozach, charakterystycznych dla różnych stylów wokalnych, którymi się posługiwała. Od grzecznego stania przed mikrofonem a'la jazzowa diva, przez etno podrygiwania, aż po groźne rozkroki w stylu wczesnego Scorpions.

Warszawska publika odrzuciła filharmonijną poprawność i w trakcie kolejnego, "Music For Crocodiles", przypominającego spędzone w Australii dzieciństwo Susheelii, wszyscy dali się wciągnąć w klaskanie "na dwa". A artyści byli zachwyceni.

Podczas tytułowego utworu z przedostatniego krążka Raman przed scenę wybiegła mała dziewczynka w sari. Ale nie wręczyła wokalistce goździków, jak kiedyś inne dzieci mongolskim tancerzom podczas Cepeliady, tylko przetańczyła całą "Music For Crocodiles", co jakiś czas upewniając się, czy Susheela i publiczność ją widzą.

Czytaj więcej na wp.pl  Autor: Zbigniew Zegler

Zobacz galerie Marcina Bąkiewicza na wp.pl

 




 
 

 

Foto: Rafał Nowakowski / www.nowakowski.art.pl

 

Foto: Artur Rawicz / www.fotoamatorszczyzna.blox.pl